Rewolucja w egzaminach na prawo jazdy nabiera tempa. Po zapowiedzi likwidacji placu manewrowego pojawiły się kolejne szczegóły planowanych zmian - i ten może dotyczyć sporej grupy kursantów. Ministerstwo Infrastruktury konsultuje przepisy, według których po trzech nieudanych podejściach do egzaminu praktycznego kursant będzie musiał wrócić do szkoły jazdy na obowiązkowe doszkolenie.
O co dokładnie chodzi?
Wstępne założenia mówią o tym, że kandydat na kierowcę, który trzykrotnie nie zda egzaminu praktycznego, zostanie skierowany z powrotem do ośrodka szkolenia kierowców na minimum pięć godzin dodatkowych jazd. Po ich odbyciu musiałby zdać ponownie egzamin wewnętrzny w szkole jazdy - dopiero wtedy mógłby zapisać się na kolejne podejście w WORD.
Dziś takiego obowiązku nie ma. Teoretycznie można podchodzić do egzaminu praktycznego bez limitu - po prostu płacisz za kolejne podejście i próbujesz dalej. Niektórzy kursanci podchodzą dziesięć, dwadzieścia, a w skrajnych przypadkach nawet kilkadziesiąt razy, nie odbywając w międzyczasie żadnego dodatkowego szkolenia.
To jeszcze nie prawo - ale rozmowy trwają
Ważne zastrzeżenie: to nie są jeszcze uchwalone przepisy. Ministerstwo Infrastruktury prowadzi konsultacje z branżą szkoleniową i egzaminacyjną. Wicedyrektor WORD Warszawa Tomasz Matuszewski potwierdził portalowi brd24.pl, że rozmowy na ten temat są prowadzone. Informatorzy portalu wskazują, że ta zmiana jest "właściwie przesądzona" - nie oponuje nikt w środowisku kształcenia kierowców i urzędnicy resortu również uważają, że musi wejść w życie.
Co jeszcze jest na stole?
Obowiązkowe doszkolenie po trzech podejściach to tylko jeden element szerszego pakietu zmian. W ramach konsultacji pojawiły się też inne propozycje.
Termin ważności kursu. Środowiska szkoleniowe postulują, żeby ukończenie kursu nie dawało prawa do podchodzenia do egzaminu w nieskończoność. Rozważany jest limit - być może 12 miesięcy od zakończenia szkolenia. Po tym czasie kursant musiałby odbyć kurs ponownie.
Koniec z fikcyjnymi egzaminami wewnętrznymi. To problem, o którym branża mówi od lat. Wiele szkół jazdy przeprowadza egzamin wewnętrzny tylko na papierze - instruktor wpisuje zaliczenie, a kursant idzie na egzamin państwowy bez faktycznego sprawdzenia umiejętności. Po zmianach egzamin wewnętrzny miałby być nagrywany kamerami, dokładnie tak jak egzamin w WORD.
Cyfrowy profil kursanta. Toczą się rozmowy o stworzeniu systemu, który odnotowywałby za pomocą GPS i przebiegu samochodu, czy kursant rzeczywiście odbył wszystkie opłacone godziny jazd. To odpowiedź na kolejny problem branżowy - nie wszystkie OSK uczciwie realizują pełną liczbę godzin szkolenia.
Kto za tym stoi - i komu to służy?
Propozycja obowiązkowego doszkolenia po niezdanych egzaminach nie jest nowa. Już pod koniec 2023 roku związek zawodowy NSZZ Solidarność 80, zrzeszający egzaminatorów i przedstawicieli szkół jazdy, złożył do ministra infrastruktury petycję w tej sprawie. Związkowcy powoływali się na dane z lat 2016-2020: ponad 19 tysięcy osób podchodziło do egzaminu praktycznego minimum 10 razy. Ministerstwo odpowiedziało wówczas pozytywnie na petycję.
Oczywiście pojawia się pytanie o konflikt interesów - szkoły jazdy zarabiają na doszkoleniu, więc mają finansowy interes w tym, żeby takie przepisy istniały. Pięć dodatkowych godzin jazd to koszt rzędu 500-700 zł, w zależności od miasta. Z drugiej strony trudno bronić sytuacji, w której ktoś podchodzi do egzaminu po raz dwudziesty bez żadnego przygotowania między podejściami.
Co to znaczy dla Ciebie?
Jeśli jesteś w trakcie kursu lub planujesz go w najbliższych miesiącach - na ten moment nic się nie zmienia. Przepisy nie zostały jeszcze uchwalone. Ale kierunek jest jasny: system ma się zmienić tak, żeby kursanci byli lepiej przygotowani zanim usiądą do egzaminu, a nie "na raty" w kolejnych podejściach.
Najlepsza rada? Zdaj za pierwszym razem. A jeśli nie - nie czekaj na obowiązkowe przepisy i sam dokup kilka godzin jazd. To tańsze niż kolejne opłaty za egzamin i dużo skuteczniejsze niż podchodzenie na ślepo.

Sekcja komentarzy (0)